• Ogród Odkryć

Na językach - Convivialite



Co robi słownik w kuchni? Zawadza i niszczeje, wchłaniając tłuste plamy i lepki

dżem. Niekoniecznie. Tak jak nieznajomość prawa szkodzi, tak braki

lingwistyczne potrafią wpędzić nas w tarapaty, nie mniejsze niż niezdrowy i co

gorsza nieświeży produkt.

We francuskiej kuchni i przy francuskim stole klimat jest nieco inny, niż w

rodzimych stronach. Nie musimy wcale popełniać tysięcy gaf, by nabyć niezbędną

wiedzę na ten temat. Okazuje się, że tu swoje kuchenne zastosowanie może

odnaleźć słownik. Zacznijmy od podstaw, czyli od Convivialite. Słowo brzmi

bardzo francusko, ale narodziło się na Wyspach Brytyjskich, na początku

dziewiętnastego wieku. Do Francji zostało przywiezione przez kupców, wraz z

całym kramem innych słówek, oraz pokaźnym zbiorem akcesoriów i suwenirów.

Początkowo Convivialite było, więc tylko członkiem ulicznego slangu i tułało się po

ulicach, bez większego sensu i raczej bez widoków na przyszłość. Sławę przyniósł

mu dopiero Jean Anthelme Brillant Savarin, francuski gastronom i pisarz. Po

lekkich modyfikacjach, wyraz zyskał francuskie brzmienie, a przede wszystkim

niezwykłe znaczenie. Convivialite, zaczęto określać przyjemność czerpaną ze

wspólnych biesiad. Dziś, zarówno przyjmowanie gości, jak i czerpanie

przyjemności z tego faktu jest nieodzownym elementem francuskiego stylu życia.

Pod obcym niebem

W odróżnieniu od tego, co znamy z naszego rodzimego podwórka, Francuzi

preferują spotkania poza domem i raczej kolacje, niż obiady. Ponieważ

Convivialite, oprócz przyjemności czerpanej z jedzenia i rozmowy, oznacza

również szacunek, należy uważać, aby nie urazić naszego współbiesiadnika.

Dużo bólu potrafią zadać nie tylko kąśliwe uwagi, ale również zupełnie

nieświadome gafy. Co jest faux pa? Nie rozmawiamy o pieniądzach, a już

szczególnie o wysokości gaży. To duży nietakt! Ukochana przez Polaków debata

polityczna, również nie sprawdza się pod francuskim niebem. Choć Francuzi mają

swoje preferencje i skonkretyzowane poglądy, na sprawy działalności rządu,

zwykle dzielą się nimi w niewielkim kręgu wtajemniczonych osób. O czym więc

rozmawiać? Nieśmiertelny jest oczywiście temat pogody. Jednak zdecydowanie

lepiej wypadniemy komplementując gospodarza. Dla niektórych rodaków może to

być trudne. W kwestii prawienia komplementów wykazujemy bowiem daleko idącą

powściągliwość. Trudność może również sprawić fakt, że musimy chwalić coś, co

nam po prostu nie odpowiada. W takim wypadku, w dobrym tonie jest

naciągnięcie nieco faktów. Ostatecznie można skierować uwagę na jakiś inny

temat i pochwalić poczucie humoru lub ubranie. Wraz z upływem czasu i ilością

wypitego wina, cała sztuka powinna przychodzić z dużo większą łatwością.

Tłumacz przysięgły potrzebny od zaraz

We francuskich książkach kucharskich istnieje całe mnóstwo wyrazów, które choć

brzmią podobnie do polskich jednak oznaczają zupełnie coś innego. I vice versa,

czego najlepszym przykładem jest Pascal Brodnicki i jego rozczulająca walka z

językiem polskim. Wracamy jednak na językowe pole minowe romanistyki. Jako

pierwsze nastraszą nas niewinne cukierki, które swoim militarnym - bonbon mogą


zasiać panikę na polu bitwy. Sztandarowym przykładem językowych potyczek jest

również une compote, co wcale nie oznacza kompotu owocowego

przygotowanego przez babcię. Dość sugestywnie brzmią również macaron i une

mandoline. Niestety, żadne z nich nie jest odpowiednikiem naszych polskich

skojarzeń. Macaron jest dość popularnym we Francji ciastkiem. Natomiast

mandoline (szatkownica) nie spotkamy w żadnym wypadku w filharmonii, bo jest

zajęta w kuchni szatkowaniem kapusty. Obieranie warzyw jest również dość

oczywistym zajęciem dla un econome (obieraczka). Tu możemy mieć pewność,

że obierka potraktowana ekonomicznie, będzie zbilansowana i nic nie stracimy na

smakowej giełdzie warzywnej. Nie dziwmy się więc, że kuchnia francuska śmiało

inwestuje w sałatki.

Dla bardziej zaawansowanych pozostaje jeszcze opanowanie różnicy w rodzajach

rzeczowników. To że banan lub majonez jest męski nad Wisłą, wcale nie oznacza,

że w Paryżu nie może zaprezentować się żeńskiej odsłonie. Do wszystkich różnic

dorzućmy jeszcze różnice miar, a stanie się jasne, że do studiowania przepisów z

kuchni francuskiej w oryginale potrzebujemy tłumacza przysięgłego. W innym

wypadku najbardziej prawdopodobnym efektem naszych kulinarnych starań

będzie po prostu pospolity klops.



Na językach

Kuchnia, gotowanie i jedzenie to ulubione tematy do rozmów we Francji. Oni

naprawdę lubią wiedzieć dużo o składzie jedzenia. Są również żywo

zainteresowani technologią jego wytwarzania. Choć Polacy stają się również

coraz bardziej świadomymi konsumentami rynku żywności, wciąż jednak nie

dogonili czołówki. Nic w tym dziwnego. Francja jest od stuleci kulinarną mekką.

Dominację zapewniło jej już samo położenie, szczególnie dostęp do bogactwa

oferowanego przez ocean i góry oraz klimat, który sprzyja uprawie wielu roślin i

ziół. Smak Francji kształtowała wielowiekowa tradycja, której kroku próbował

dotrzymać język. Nic zatem dziwnego, że umiejętność opisania tego co czuje

podniebienie jest domeną mieszkańców znad Sekwany. Francuski ma znacznie

szerszą bazę wyrazów umożliwiających precyzyjny opis smaku. W porównaniu z

innymi krajami, gastronomiczne słowotwórstwo ma tu naprawdę polot. Ponadto,

właśnie ten język stał się uniwersalną bazą dla profesjonalnych kucharzy, czyli

takim kuchennym esperanto.

To wszystko sprawia, że Francuzi czują uzasadnioną dumę z samego faktu

przynależności do tej narodowości. Znakomitego, narodowego samopoczucia

faktycznie można im pozazdrościć, bo to naród wolny od kompleksów i po brzegi

wypełniony wybornym Convivialite.

149 wyświetlenia